Moje pierwsze w tym roku pokazy lotnicze mam już za sobą. Oczywiście nie był to pierwszy kontakt z fotografowaniem statków powietrznych w tym roku, bo ten miałem jeszcze w marcu w Grecji. Jednak tym razem były to typowe pokazy, czyli zorganizowana impreza masowa. Wybór padł na Aviatická pouť 2026, która do tej pory odbywała się w Pardubicach. Byłem na tej imprezie rok temu i bardzo przypadła mi do gustu. Relację możesz przeczytać i obejrzeć we wpisie [ Aviatická pouť 2025 Pardubice ]. W tym roku organizatorzy zmuszeni byli przenieść imprezę do nieodległego Hradec Kralove. Powodem, jak się dowiedziałem, było przebazowanie czeskich Gripenów na lotnisko w Pardubicach. Przez to organizatorzy musieli szukać nowego miejsca. Tak też się stało.
Hradec Kralove, nowe miejsce
Jak zwykle, oprócz zdjęć, wypadałoby napisać kilka słów o samej imprezie. Tym co od razu mnie uderzyło, była nowa strefa spoterska z numerowanymi miejscami. Tego wcześniej nie spotkałem. Pomyślałem, że to bardzo dobra opcja, bo nie trzeba gonić na otwarcie bram lotniska, żeby zająć dogodne miejsce przy barierce. Można przyjechać później, bo przecież miejsce ma swój numer. Bilety tanie nie były, bo kosztowały 1000 koron (ok. 170 zł), ale zdecydowałem się skorzystać z tej opcji. Zapowiadało się, że lineup będzie dość podobny jak rok temu z kilkoma wyjątkami. Jechałem chętnie, bo w 2025 roku nie zobaczyłem legendarnego Bleriota JK w powietrzu, a i pogoda była raczej z tych gorszych. Tym razem zapowiadało się ciepło i słonecznie, ale z chmurkami – idealne warunki na pokazy. Dojazd nie nastręczył kłopotów, a stanie w korku do bramy lotniska nie było długie. Tak czy siak udało się zaparkować samochód z zapasem czasowym do rozpoczęcia akrobacji.
Kolejny etap mnie w sumie nie zaskoczył – spacer od parkingu na teren imprezy. Podobnie jak w Pardubicach trzeba było zrobić sobie spory spacer, mimo, że teren pokazu był obok. Organizatorzy przewidzieli chyba tylko jedną bramę wejściową, więc trzeba było przejść spory kawałek, obchodząc długi wał ziemny. Przy bramie wejściowej zobaczyłem kolejkę do kiosku sprzedającego bilety na pokazy, jednak nie musiałem w niej stać mając bilet kupiony przez Internet. Ustalenie gdzie się kierować, żeby dotrzeć do strefy spoterskiej zajęło chwilkę, bo wymagało odnalezienia kogoś ze służb związanych z organizatorami.
Na miejscu dostępna była dla fotografujących 3-poziomowa, dość długa platforma, bez jakichkolwiek numerków. Ostatecznie okazało się, że część osób i tak wolała fotografować z poziomu ziemi przy barierce. Mimo, że wszystkie miejsca były wyprzedane, to gdyby w strefie było 2 razy więcej osób, i tak nikt by sobie nie przeszkadzał. Było luźno i komfortowo. Mieliśmy także do dyspozycji toitoie oraz namiot z darmowymi przekąskami i napojami. Wszystko w cenie biletu za 1000 koron. Jak na razie wszystko wyglądało perspektywicznie.
Co się niezbyt udało
Aby oddać sprawiedliwość, trzeba powiedzieć także kilka słów na temat tego co nie do końca się udało. Po pierwsze były jakieś problemy z nagłośnieniem, bo nie zawsze było słychać komentarz, a czasem dźwięk się nagle urywał. O ile w strefie spoterskiej było dość komfortowo, to poza nią tłum był bardzo dokuczliwy. Do negatywów należy także zaliczyć stoiska, z których większość nie miała nic wspólnego z lotnictwem, a raczej były przeniesione żywcem z jakiegoś odpustu lub jarmarku. Organizatorzy chyba nie przewidzieli tak dużego zainteresowania, bo kolejki w niedużej strefie gastronomicznej były ogromne. Powyższe rzeczy potwierdzają także komentarze na profilach związanych z pokazami lotniczymi.
Do tego pierwsza część wydarzenia wydawała się bardzo chaotyczna. Z pewnością przyczynił się do tego incydent ze skoczkami spadochronowymi, których wiatr zniósł poza teren lotniska i niektórzy z nich potrzebowali pomocy medycznej. Jak się później okazało problem nie był na szczęście aż tak poważny. Niemniej, podczas akcji ratunkowej, trudno było się zorientować czy pokazy trwają czy nie. Przyleciały dwa samoloty, które miały robić pokaz, ale jedynie wylądowały. Wystartował czeski mistrz akrobacji Martin Šonka, ale swój pokaz wykonywał na takiej wysokości, że trudno go było dojrzeć. Na szczęście zrobił to później drugi raz.
Przez te zawirowania, kilka pokazów niestety w ogóle się nie odbyło. Bardzo liczyłem na powtórkę zeszłorocznej rekonstrukcji bitwy powietrznej samolotów z czasów I-szej Wojny Światowej. Niestety nie doczekałem się. O tym, że odwołany jest pokaz trzech 2-płatowców z Bucker Formation dowiedziałem się już w trakcie. Wcześniej wiadomo było także o wycofaniu się Bearcata. Szkoda, bo tego typu maszyny coraz rzadziej można zobaczyć na niebie. Jakby tego było mało, to tuż po starcie do pokazu, musiał niezwłocznie wrócić na lotnisko F-4U Corsair po zderzeniu z ptakiem. Nie była to szczęśliwa edycja niestety.
Oczywiście to wszystko nie jest przytykiem do organizatorów, którzy musieli w trybie pilnym przenieść imprezę masową na wiele tysięcy osób w zupełnie nowe miejsce. A organizacja takiego eventu to masa skomplikowanego planowania, ustalania, dogadywania. Na to nałożył się ewidentny brak szczęścia, co dodatkowo zagmatwało wiele spraw. Następnym razem na pewno będzie lepiej, wiem to.
Co ostatecznie polatało
Mimo wszystko jestem zadowolony z faktu, że udało mi się dotrzeć i zobaczyć pokazy Aviatická pouť 2026 w Hradec Kralove. Zobaczyłem w locie Bleriot’a, który uzmysławia nam jak wielką drogę przebyliśmy w rozwoju lotnictwa przez ostatnie 100 lat i jak odważni musieli być jego pionierzy. Dobrze było pooglądać huczącego „Jurka” w efektownym malowaniu (i bez również). Niezmiennie ogromne wrażenie robią na mnie Scandinavian Airshow Catwalk ze swoimi dymami i „kocicami” na skrzydłach. Martin Šonka pokazał, że jest totalnym świrem jeśli chodzi o latanie i akrobacje powietrzne. Żadne pokazy nie mogą się odbyć bez jakiś niedociągnięć i niemiłych zaskoczeń. Warto jednak na nie jeździć, bo dają adrenalinowego kopa i pozawalają w miłym towarzystwie spędzić czas przy tym co się kocha.























































































